Światło w cieniu apartamentów

Jak mówią legendy w XVII wieku o rozewski brzeg rozbił się żaglowiec. W katastrofie zginęła cała załoga, za wyjątkiem córki kapitana. Zrozpaczona dziewczyna postanowiła osiąść w tym miejscu i co wieczór rozpalała ogień na pobliskim wzgórzu, aby uchronić innych żeglarzy od losu jej ojca. Na klifie z, którego rozciąga się widok na morze stoi dzisiaj latarnia. Nikt nie może być pewny, czy przytoczona przeze mnie historia mówi prawdę, jednak jak każda legenda, w tym przypadku bardzo romantyczna, ma zapewne w sobie ziarnko prawdy.

Rozewie jest mała miejscowością wchodzącą w skład miasta Władysławowa i słynące z hoteli nad morzem. Kiedyś był to teren wojskowy, a co za tym idzie większość mieszkańców stanowili żołnierze. Do dzisiaj znajduje się tam jednostka wojskowa, w której stacjonują jednostki rakietowe. Nieopodal można zwiedzić pozostałości dział wycelowanych wprost w morze. Ich obecność nie dziwi, ponieważ jeszcze do niedawna miejscowość była strategicznym punktem polskiego wybrzeża, była najbardziej wysuniętym na północ punktem Polski. Dzisiaj uległo to zmianom, a swój udział miała w tym niepowstrzymana siła morza.

Przez wiele lat, dzień za dniem żywioł wyrywał fałdy ziemi z okolicznych klifów. Doprowadziło to do znacznego skrócenia się powierzchni brzegu i w konsekwencji prędzej, czy później zagrozi ludziom. Nie stanie się to z dnia na dzień, jednakże nie ma, co się oszukiwać: hotele blisko morza znajdujące się nieopodal, kiedyś staną w obliczu wielkiego zagrożenia. Co prawda jest to kwestia wielu lat, ale niebezpieczeństwo jest realne. Władze Władysławowa próbują podejmować walkę, wzmacniając kurczący się brzeg gabionami( specjalne druciane siatki wypełnione kamieniami), ale czy są one w stanie powstrzymać morze?

Nieopodal Rozewie, inną turystyczną miejscowość trapią te same problemy. Jastrzębia Góra, znany turystyczny kurort, również musi zmagać się z gniewem Neptuna. W ciągu kilku lat, brzeg miejscowości skrócił się znacznie, jednak nadal pozostaje on najbardziej wysuniętym na północ punktem Polski. Hotele mogą spać jeszcze spokojnie, ale podobnie jak w przypadku Rozewia zagrożenie jest realne. Kroki w celu wzmocnienia klifu zostały już podjęte, ale nikt nie może być pewny, czy spełnią one swoje zadanie.

Morze to potężny żywioł i człowiekowi nigdy nie udało się go do końca opanować. Spójrzmy na rozwinięte kraje np. Francja, Japonia. Pomimo ich zaawansowania technologicznego i gospodarczego, również borykają się z podobnymi problemami. Toczące się w kraju żabich udek, próby z wykorzystywaniem siły wody do produkcji energii jak na razie nie dają wymiernych skutków, a kraj wschodzącego słońca nie może podnieść się po niedawnym tsunami. Z całą pewnością Polski nie czekają podobne zagrożenia, jednak morze w ciągu kilkudziesięciu lat może stać się przyczyną wielu tragedii.

Rozewska latarnia dzielnie opiera się morzu i wskazuje żeglarzom drogę do domu. Według przytoczonej już przeze mnie legendy stoi ona w tym samym miejscu, gdzie jedyna ocalała z katastrofy żaglowca osoba, paliła stos ku przestrodze podróżnikom. Czy będzie tam jeszcze za 100 lat? Czy miejsca wczasów nad morzem również pozostaną na swoim miejscu, czy może przeniosą się w morskie tonie? Czas pokaże, ale jak na razie nie ma się czego bać.

Opublikowano pomorze, turystyka | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Czas zmian

Jeszcze do niedawna polskie pomorze stało rybołówstwem, jednak dzisiaj nadszedł czas zmian. Obszary, na, których ludzie utrzymywali się z połowu ryb stały się pożywką dla nadmorskich hoteli. Doszło do typowej na świecie sytuacji: przebranżowienia. Przyczyny są jasne dla większości ludzi i wynikają ze zmian w świecie gospodarki. Ekonomia rządzi się zasadami jak największego zysku, a w raz z nim ludzie poszukują coraz lepszych sposobów zarabiania pieniędzy.

Gdyby przenieść się do czasów prosperity komunizmu ujrzelibyśmy zupełnie inny obraz Pomorza. W miejscu gdzie dzisiaj rozpościerają się tereny nastawione na wypoczynek i wczasy nad morzem uświadczylibyśmy pustkę. Wynikało to głównie z faktu istnienia tzw. gospodarki centralnie sterowanej. Polegała ona na tym, że dostojnicy partyjni sami decydowali o tym, co najbardziej rozwijało nasz kraj. Polska skupiała się wtedy na przemyśle ciężkim. Osoby zatrudnione w takich branżach jak górnictwo i hutnictwo miały zapewnioną nieustającą pracę. Nie zmieniał tego nawet fakt, że produkcja w dużym stopniu przekraczała zapotrzebowanie! Nieistotne, że nie potrzebowaliśmy aż tak ogromnego wydobycia węgla, Polska musiała wypełniać polecenia komunistycznych władz. Trzecia gospodarka świata, bo tak nazywano nasz kraj, wcale nie była aż tak potężna, ale chcąc, lub nie trzeba było w to wierzyć. Owa sytuacja mogłaby się ciągnąć jeszcze bardzo długo, gdyby nie nadszedł sierpień 1989 roku i zmiany w narodzie.

Kapitalizm wymagał gruntownych przemian gospodarki. Hutnictwo zaczęło podupadać, ale nie będziemy się tutaj na tym skupiać. Bardziej interesuje nas to, co stało się na Pomorzu. Miasta takie jak Władysławowo i Hel musiały porzucić dawny sposób zarobkowania. Co prawda nie stało się to błyskawicznie, jednak zmiany zaczęły być widoczne gołym okiem. Wystarczy porównać zdjęcia z dawnych czasów, żeby w miejscach gdzie niegdyś znajdowało się nieużytki, zauważyć nowoczesne apartamenty. Mieszkańcy szybko zauważyli potencjał stojący za nową formą biznesu. Pieniądze zaczęły płynąć dużym strumieniem i z roku na rok jeszcze bardziej się powiększały. Sąsiedzi tych, którzy postanowili zainwestować i zmienili swoje dawne pola i łąki w obszary wypoczynkowe, powoli ruszyli ich śladem. Nikt nie mógł zatrzymać postępujących przemian, co więcej wydaje mi się, że nikt tego nie chciał.

Jak jest dzisiaj? Można się o tym łatwo przekonać wybierając się na urlop w opisywane przeze mnie miejsca. Obszar od Pucka, aż po koniec cyplu helskiego, jest dzisiaj zdominowany przez rozwijającą się branżę turystyczną. Lokalne firmy trudniące się do niedawna rybołówstwem są wykupywane przez większe korporacje, a ci, którzy zajmowali się połowem ryb na własną rękę zaczynają porzucać to zajęcie. Ich kutry rybackie zostały zastąpione przez hotele nad samym morzem. Biznes rozwija się w zastraszającym tempie, jednak i tutaj czają się pułapki. W czasach kryzysu gospodarczego rozpoczęcie działalności turystycznej staje się jeszcze trudniejsze niż kiedyś. Dużym problem może być również przesycenie się rynku. Jeszcze do niedawna ogromna ilość turystów mogła wybierać z ograniczonej gamy miejsc wypoczynkowych, teraz wczasowiczów jest mniej niż pensjonatów. Wynikiem tego jest ogromna konkurencja i walka pomiędzy właścicielami miejsc wypoczynkowych. Ten nie miały problem może być, jednak bodźcem do rozwoju, który spowoduje, że na rynku pozostaną tylko najlepsi.

Opublikowano pomorze, turystyka | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Kupując nieruchomości nad morzem

Są dwie rzeczy, bez których naprawdę dobra działka nie ma prawa się obejść, dwa podstawowe dogmaty decydujące o sensie zakupu. Jeżeli nasza inwestycja ich nie spełnia to lepiej nie decydować się na zakup, lub najpierw dokładnie przyjrzeć się, czy będzie on dla nas zyskowny. Dlatego jeśli marzy ci się kupno ziemi pod przyszły hotel nad morzem, to najpierw przeczytaj ten artykuł, a potem sam wyciągnij z niego wnioski. Lepiej zastanowić się przez pewien czas niż podejmować nietrafione decyzje.

Po pierwsze nasza przyszła inwestycja powinna być uzbrojona. Zapytacie, co to znaczy? Uzbrojenie to inaczej podłączenie do instalacji wodnej, kanalizacyjnej i elektrycznej. Jeżeli kupujemy działkę posiadającą już te podstawowe w dzisiejszych czasach, elementy to możemy nazywać siebie szczęściarzami. Częściej sytuacja wygląda tak, że podłączenie musi doprowadzić we własnym zakresie. Oczywiście musi się wtedy liczyć z dodatkowymi kosztami, które nie są małe. Za samo doprowadzenie wody będziemy musieli zapłacić, co najmniej kilkanaście tysięcy złotych. Nie wspominam tutaj o czasie zmarnowanym na załatwianiu papierkowej roboty w urzędach, ponieważ podłączenie wody etc. wiąże się z uzyskaniem stosownych pozwoleń. Na całe szczęście rzadko dochodzi do nie przyjęcia wniosku i odmówienia wyświadczenia usługi. Dlatego, też kupno uzbrojonej działki to o wiele lepszy wybór, jednakże nie jest on zawsze możliwy. Jeżeli nasz wymarzony kawałek ziemi nie posiada doprowadzenia prądu itp. to musimy się liczyć z kosztami, o czym pisałem już powyżej.

Po drugie nieruchomość musi być objęta miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego (MPZP). Brak tego planu skazuje nas na potwornie ślimaczące się załatwianie formalności związanych z wydaniem pozwolenia na budowę. MPZP dodatkowo da nam informację, jaki dom możemy na naszej działce postawić – parterowy, piętrowy, w kształcie litery L, a nawet o takim a nie innym kącie nachylenia dachu, – bo nawet tego typu szczegóły są w nim zawarte. Wcale, więc nie jest pewne, że będziemy mogli zrealizować wymarzony projekt. Żeby zapoznać się z planem zagospodarowania dla danej działki, należy udać się do gminnego (miejskiego) wydziału architektury, gdzie oczywiście odpłatnie możemy dowiedzieć się, jakie jest przeznaczenie naszej działki. Kiedy już zdobyliśmy wszelkie niezbędne informacje, warto jeszcze zapoznać się z księgą wieczystą nieruchomości, którą zamierzamy nabyć. Księgi wieczyste są jawne i prowadzą je wydziały ds. ksiąg wieczystych w sądach rejonowych. Warto to zrobić, gdyż w ten sposób możemy się dowiedzieć, czy np. nie został przez sąd nałożony zakaz sprzedaży naszej wymarzonej działki, na której będziemy spędzać wczasy nad morzem, czy przypadkiem nie podpisano z kimś umowy przedwstępnej (informacja o tym odnotowana jest w księdze) albo czy nieruchomość nie jest obciążona hipoteką. Zaglądnięcie do księgi wieczystej pomoże nam uniknąć ewentualnych kłopotów związanych z zakupem.

Jak już pisałem wcześniej kupno działki to nie taka prosta sprawa. Lepiej przygotować się do tego skrupulatnie niż działać pod wpływem chwili, a potem żałować. Nieruchomość, którą kupujemy ma nam służyć długie lata, dlatego właśnie nie możemy dokonywać irracjonalnych wyborów. Niektórzy korzystają z pomocy specjalnych biur pośredniczących, które zdobywają dla nas wszelkie niezbędne informacje na temat danego gruntu. Nieważne, czy zdecydujemy się na ich usługi, czy też sami zajmiemy się wszystkim, zawsze musimy podchodzić do tego poważnie i z pełnym skupieniem.

Opublikowano pomorze, przyroda, turystyka | Skomentuj

Prezydent kilku wpadek

Nic nie stanowi dla mediów lepszej pożywki niż wpadki rządzących. Wystarczy otworzyć dowolną gazetę, lub wejść na obojętnie, jaki portal internetowy, żeby przeczytać o tym jak to kochana władza rozbija się limuzynami za nasze pieniądze. Niby nic niezwykłego, ludzi od zawsze przyciąga sensacja, ale kiedy taka sytuacja (wpadka, lub nietakt) zaczyna się powtarzać, to jej bohater staje na celowniku wszystkich dziennikarzy. To właśnie przytrafiło się pewnemu Bronkowi, którego na potrzeby tego tekstu będę nazywać wesołym.

Kiedy Bronek stanął na czele naszego kraju nic nie zapowiadało zbliżających się wydarzeń. Dobrze, może nie do końca… Pojawiły się pewne drobne symptomy typu pstryczki w stronę Poznaniaków i ich legendarnego skąpstwa, często wyjazdy do hoteli nad morzem, czy też pouczenia studentów. Bo jak to może być, że młodzieży uczącej się nie odpowiada podwyżka cen książek? Za czasów Bronka, kiedy szło się na piwko z kumplami trzeba było kupić obowiązkową zagrychę i jakoś nikt nie narzekał. – Tfuu, poprzewracało im się w głowach- pomyślał wtedy nasz bohater, ale wróćmy do tematu. Jak już pisałem nikt nie spodziewał się, że wąsaty zwycięzca już niedługo stanie się bohaterem i niemalże zobrazowaniem pokutującego na zachodzie stereotypu o Polakach idiotach.

Zaczęło się niewinnie, a jak uczy nas historia takie początki są zawsze najgorsze( Neron zaczynał od pijackich burd na ulicach Rzymu, a co było potem wiemy wszyscy). Słynny cytat o wodzie spływającej do Bałtyku stał się już klasyką, ale nikt nie docenił kunsztu Bronka, który chciał w ten sposób pocieszyć powodzian i dać im nadzieję, że już niedługo wszystko dobrze się skończy. Niestety zarówno wtedy jak i potem nikt go nie zrozumiał, czemu nie ma się, co dziwić. Cofnijmy się jednak trochę w przeszłość, dokładnie o parę tygodni. Bronek jeszcze wtedy marszałek dostąpił wielkiego zaszczytu, jakim była możliwość uczestniczenia w obchodach zakończenia II Wojny Światowej w Moskwie. Nasz przedstawiciel stojący gdzieś w 3, lub 4 rzędzie pokazał Ruskim, co o nich sądzi w swoim płomiennym wystąpieniu. Przypomniał w nim piękne czasy szczytowej ekspansji naszego kraju, okres, w którym Polacy okupowali Kreml. Czy ktoś inny ośmieliłby się to zrobić? Wątpię.

Po druzgocącym zwycięstwie nad swoim największym rywalem Bronek udał się z wizytą do bratniego narodu amerykańskiego. Na ziemi wuja Sama przyjęto go z największymi honorami. Dostąpił nawet zaszczytu odbycia krótkiej rozmowy z prezydentem USA- Barackiem Obamą. Oczywiście rozmowa toczyła się przy pomocy tłumaczy, co jest dla mnie całkowicie zrozumiałe. Dlaczego to my mamy uczyć się języków obcych? Niech inni poznają nasza piękną mowę. Długie dysputy na temat tarczy antyrakietowej i zniesienia upodlających naszych rodaków wiz zakończyły się zapewnieniami, że współpraca pomiędzy naszymi bratnimi narodami będzie dalej kwitła. W nawiązaniu porozumienia nie przeszkodził nawet sabotaż ze strony tłumaczki, która rozmyślnie źle przetłumaczyła słowa Bronka. Sugestia niewierności żony Obamy na całe szczęście została puszczona mimo uszu( chodziły już pogłoski, że w kierunku Bałtyku i hoteli nad samym morzem wyruszył lotniskowiec, ale został on odwołany). Nasz przedstawiciel upojony zagranicznym sukcesem powrócił do starego kraju, w którym czekały go kolejne ważne spotkania mające decydować o przyszłości Rzeczypospolitej.

Mógłbym jeszcze długo pisać o tych i innych wpadkach naszego prezydenta. Wpadkach, przez, które śmieje się z nas cały świat. Trudno mi powiedzieć, co jest ich przyczyną? Czy Bronisław Komorowski jest po prostu źle wychowany? Całkiem możliwe… W takim wypadku może tylko dziwić jego rzekomy tytuł hrabiowski, jednak jak orzekli historycy, nigdy mu się on nie należał. Każdy powinien sam zastanowić się nad szopkami, które odstawia głowa naszego państwa. Strach pomyśleć, co będzie dalej, przecież Komorowski dopiero rozpoczął swoją prezydenturę. Przed nami jeszcze 4 długie lata rządów Bronka. Miejmy nadzieję, że nie będą już one tak wesołe…

Opublikowano pomorze, sława, turystyka | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Ukryci w apartamentach nie dostrzegają potworów…

Niektórzy z nas chcieliby, że świat tak jak to co prezentuje nam telewizja. Wygodne życie w mieszkaniach nad morzem, a rzeczywistość jest zupełnie inna, straszniejsza. W zeszłym roku na jednym z olsztyńskich osiedli doszło do makabrycznej zbrodni. 39 letni mężczyzna zabił z zimną krwią całą swoją rodzinę, zamordował ich niczym szalona bestia… Następnego dnia został schwytany przez policję, ale uniknął kary, gdyż został uznany za niepoczytalnego i wylądował w szpitalu psychiatrycznym.

Ile jeszcze będzie trwała ta pobłażliwość dla potworów? Czu orędownicy humanizmu i praw człowieka jeszcze długo będą wystawiać nas na strach przed własnym światem? Nie ma żadnego wytłumaczenia dla morderców. Taka osoba, nieważne jakie instynkty nią powodują, już nigdy więcej nie będzie wstanie żyć pośród normalnego społeczeństwa. Na zawsze będzie skazana na napiętnowanie, a rodzin ofiar nie obchodzą motywy zabójcy, lecz sprawiedliwość.  Ciekawe czy ktoś zarzucający mi bycie okrutnym zrobiłby to samo, gdyby to jego rodzinę dotknęła straszna tragedia z rąk ” szaleńca”.

Teoretycznie każdego mordercę można uznać za niepoczytalnego i zwolnić od odbywania kary. Zmazać wszystkie jego winy jednym, prostym określeniem: wariat. Pytanie tylko czy taki świat, humanitarny, ale niebezpieczny i nieuleczalnie chory jest tym czego chcemy? A może lepsze jest życie w państwie, w którym każdy niepoczytalny zabójca kończy na stryczku lub krześle elektrycznym? Nie ma łatwej odpowiedzi na to pytanie, gdyż moralność oponuje za jedną, a zdroworozsądkowy realizm za drugą. Trzeba też wziąć pod uwagę, że tej sytuacji musielibyśmy rozpatrywać sprawy, w których mamy stuprocentową pewność winy jakiejś osoby, a o to niełatwo.

Ostatnio na świecie było głośno o sprawie Gary’ego Ridgewaya, który udusił ponad czterdzieści kobiet. W akcie łaski jaką otrzymał, skazano go na dożywocie zamiast kary śmierci. Co ciekawe, gdy słyszał obelgi pod swoim adresem tylko się uśmiechał, lecz gdy ojciec jednej z zamordowanych powiedział, że wybacza zbrodniarzowi, Ridgeway szczerze się rozpłakał. Wiem brzmi to jak scena jak z tandetnego romansu, którego akacja rozgrywa się w apartamentach z widokiem na morze, ale tak naprawdę było. Co więc czyni z seryjnego mordercy prawdziwego człowieka? To trudne pytanie, na które raczej nigdy nie poznamy odpowiedzi.

Zrewolucjonizowanie prawa od lat zaprząta umysłu wielu ludzi na całej kuli ziemskiej. Wobec przypadków seryjnych gwałtów, bestialskich morderstw i tym podobnych zdarzeń nie można przechodzić obojętnie. Moim zdaniem wymagane jest zaostrzenie prawa. Nie jestem, jednak zwolennikiem kary śmierci. Według mnie najbardziej zwyrodniali przestępcy powinni pracować na rzecz ludzkości. Można by ich poddawać testom medycznym albo wykorzystywać do ciężkich i niebezpiecznych prac. Tak wiem to brzmi nieludzko, ale dlaczego mamy traktować po ludzku osoby, które potrafią zabijać bez mrugnięcia okiem?

Potencjalny zabójca musi być świadomy jakie konsekwencje może przynieść w przyszłości jego czyn. Musi wiedzieć, że życie, które odbierze jest więcej warte niż jego własne, a za zbrodnie przyjdzie mu surowo zapłacić. Koniec z pobłażliwością dla przestępców. Humanitaryzm się nie sprawdza, pora na coś innego… Brutalne podejście do zbrodniarzy może być jedynym sposobem na to, aby pokazać innym zwyrodnialcom, że nie ma dla nich miejsca we współczesnym świecie.

Opublikowano pomorze, przyroda, sława | Skomentuj

Uważajcie z apartamentami

Czasami dochodzi do sytuacji, kiedy coś, co według swojego znaczenia powinno być luksusowe, okazuje się zupełnie przeciwne. Drogie, sportowe samochody, które psują się po przejechaniu stu kilometrów, czy pełne przepychu mieszkania, okazujące się typowym przykładem fuszerki, stają się coraz powszechniejsze. Nie wiadomo, czy wynika to z lenistwa, czy z chęci zarobienia pieniędzy jak najmniejszym kosztem? Nie jest to nawet tak istotne, ponieważ największe straty ponoszą ludzie zainteresowani kupnem takich luksusowych towarów.

Miejsce akcji: nowopowstałe apartamenty na sprzedaż. Szczęśliwi nabywcy przyjeżdżają na miejsce, aby obejrzeć swoją własność. Nagle stają przed dziwną sytuację, kiedy okazuje się, że ich mieszkanie nie jest jeszcze wykończone, a kierownik budowy nie pozwala im wejść na teren. Piękne zdjęcia zamieszczone na stronie internetowej okazują się bezczelnym kłamstwem, a właściciel apartamentów nie chce zwrócić pieniędzy, ponieważ: „ i tak nie możecie mi nic zrobić, bo wszystko jest na żonę”. Brzmi jak scenariusz nowej komedii, ale to niestety rzeczywistość. Opisana przeze mnie sytuacja miała miejsce w jednym z większych kurortów wypoczynkowych i nie doczekała się szczęśliwego zakończenia. Pan właściciel miał rację, co do swojej bezkarności, a oszukani ludzie sprzedali swój nabytek po niższej cenie, żeby nie mieć z nim już więcej nic wspólnego.

Apartamenty Władysławowo jak dotychczas ustrzegły się przed tego typu oszustwami, ale w całym kraju biznes kręci się w najlepsze. Wystarczy poszperać trochę w Internecie, aby na trafić na dużą ilość ludzi oszukanych na przeróżne sposoby. Najbardziej zatrważający jest fakt, że dali się oni nabrać na proste i niewyszukane chwyty. Lekko obniżona cena i zdjęcie przepuszczone przez jeden z wiodących programów graficznych, to podstawa, dzięki, której oszustw zachęca swoich przyszłych klientów do transakcji. Aż dziw bierze, kiedy pomyśli się o tym, że ludzie wierzą w możliwość kupna mieszkania o połowę tańsze niż te proponowane przez renomowane firmy. Myślą, że kupując apartament za o wiele niższą sumę, grają na nosie firmom nieruchomościowym, a tak naprawdę sami dają się nabić w butelkę.

Dlaczego oszustom udają się ich szemrane interesy? Odpowiedź jest prosta, ludzie sami im na to pozwalają. Wystarczy zagrać na najniższych instynktach, aby wcisnąć komuś coś, czego tak naprawdę nie chce, a po wszystkim ta osoba będzie ci jeszcze za to dziękować. Wiem, że brzmi to strasznie, ale taka jest prawda. Człowiek to bardzo naiwna istota i często zamiast sprawdzić prawdziwą cenę tego, co ma możliwość nabyć taniej, daje się nabrać i realizuje transakcję bez żadnego zastanowienia. Oszust oferujący apartamenty nadmorskie w atrakcyjnej cenie, potrafi zdobyć majątek na przestrzeni paru miesięcy, a wszystko to dzięki naiwności ludzi.

Jak ustrzec się przed nabiciem w butelkę? Przede wszystkim, tak jak już pisałem wcześniej, trzeba podchodzić do każdej okazji w sposób racjonalny. Za przykład może posłużyć tutaj szał związany ze zwiększoną ceną cukru. Od razu znalazło się pary geniuszy, którzy rozkręcili biznes na allegro sprzedając słodki surowiec taniej. Oczywiście taniej było tylko w domyśle, bo po doliczeniu kosztów wysyłki cena wychodziła większa niż w sklepie. Wiele osób dało się nabrać na „ cukrowy interes” i pewnie do dzisiaj żyją w nieświadomości sądząc, że wyszli na tym lepiej niż ludzie kupujący w sklepie. Dali się nabrać, ale mam nadzieję, że wy nie będziecie tacy łatwowierni.

Opublikowano pomorze, turystyka | Skomentuj

Władysławowo i jego apartamenty

Miasto, które miało stać się drugą Gdynią poszło w zupełnie przeciwnym kierunku. Władysławowo zwane kiedyś Wielką Wsią, stało się zupełnie czymś innym Miasto z Morza. Port morski stracił dzisiaj na swoim znaczeniu, a czynnikiem napędowym dla mieszkańców stała się turystyka. Apartamenty na sprzedaż zastąpiły rybołówstwo na podium sposobów zarobkowania. Kiedyś było inaczej i właśnie tym dawnym czasom zamierzam przyjrzeć się w poniższym tekście.

Pierwsze wzmianki o ludności zamieszkującej tereny współczesnego Władysławowa pochodzą z XVI wieku. Niegdysiejsza osada rybacka zwana Wielką Wsią, zapisała się wtedy w historii z powodu fortu zbudowanego tam przez króla Władysława IV. Co prawda budowla nie znajdowała się dokładnie w obrębie dzisiejszego miasta, a raczej gdzieś pośrodku, pomiędzy Władysławowem, a Swarzewem, jednak nie jest to istotne. Następnie przez długi czas nikt nie zajmował się wioską zamieszkiwaną przez Kaszubów. Żyli oni z rybołówstwa i w mniejszym stopniu z uprawy roli.

Historia Władysławowa w takim znaczenie, jakie ma dzisiaj rozpoczyna się tak naprawdę w roku 1920. Wtedy to po dokonaniu zaślubin Polski z morzem w Pucku, generał Józef Haller przybył do Wielkiej Wsi na pokładzie kutra rybackiego. Apartamenty, którymi dzisiaj szczyci się miejscowość oczywiście nie istniały, a co więcej nikomu się nie marzyły. Jeden z oficerów Haller, ppłk. Henryk Bagiński wykupił 20 ha ziemi i założył nieopodal wsi osadę nazwą na cześć dowódcy Hallerowem. Dzisiaj na jej terenie znajdują się główne turystyczne ulice kurortu. 15 czerwca 1927 powstał przystanek kolei „Hallerowo”, który został zamknięty po niespełna dwóch latach i dnia 15 maja 1929 oddano do użytku stację „Wielka Wieś – Hallerowo”, obecnie Władysławowo. Niespełna trzy lata przed wybuchem II wojny światowej pojawił się pomysł, aby wybudować nowy port rybacki w Wielkiej Wsi. Miał on być porównywalny z portem w Gdyni. Budowę zakończono po dwóch lata, jednak nigdy nie stał się on tak ważny jak ten znajdujący się w Mieście z Morza.

Po zakończeniu wojny istniejące jednostki administracyjne zostały połączone w jedno i tak sposób narodziło się Władysławowo Miało to miejsce w roku 1952, lecz na prawa miejskie przyszło czekać mieszkańcom jedenaście lat. Od tego momentu w skład miasta wchodziło: Cetniewo, Chałupy, Chłapowo, Jastrzębia Góra, Karwia, Lisi Jar, Ostrowo, Poczernino, Rozewie, Tupadły. Dzisiaj te miejscowości są znane głównie ze swoich kwater i walorów wypoczynkowych. Od momentu połączenia i przyznania miastu praw gminy, coraz szybciej zaczęła rozwijać się w nim turystyka. Z roku na rok ilość wczasowiczów zwiększała się, a po za wynajmem pokoi ludzie zajmowali się rybołówstwem i pracą w okolicznych przetwórniach. Niestety wraz ze zmianą systemu, popyt gospodarki na owoce morza gwałtownie spadł. Mieszkańcy zrozumieli, że muszą się skupić na świadczeniu usług wypoczynkowych i to na nich postanowili oprzeć istnienie całego miasta.

Mieszkania nad morzem stały się elementem krajobrazu dzisiejszego Władysławowa. Już nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie istnienia miasta bez turystów. Każdego foku ogromna ilość wczasowiczów nawiedza miejscowość, aby wypocząć w niej i zakosztować kąpieli w morzu. Mieszkańcy cieszą się ogromnym zainteresowaniem Władysławowem i starają się jeszcze bardziej powiększyć. W mieście odbywają się festiwale muzyczne, a bary zlokalizowane przy głównych ulicach wypoczynkowych cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Czy generał Haller spodziewał się, że wieś, którą odwiedzał zaraz po zakończeniu wielkiej wojny, zmieni się nie do poznania? Tego już nigdy się nie dowiemy, ale możemy być pewni, że mieszkańcom wcale nie pali się do zostania drugą Gdynią.

Opublikowano pomorze, przyroda, turystyka | Skomentuj

Zachodnie Pomorze też jest interesujące

Pomorze zachodnie kojarzy się dzisiaj Polakom głównie z turystyką. Jest to krzywdzące uogólnienie, ponieważ historia tych ziem jest bardzo burzliwa i interesująca. W poniższym tekście postaram się pokrótce przedstawić losy terenów, na których dzisiaj stoją luksusowe apartamenty nad morzem. Losy te są głównie historią kolejnych wojen i starć pomiędzy ówczesnymi Polakami, a ich sąsiadami. Oczywiście będzie to zaledwie króciutkie sprawozdanie, a nie dokładna rozprawa historyczna, dlatego zainteresowanych tematem zachęcam do przeczytania odpowiednich książek.

Dzieje Pomorza Zachodniego są w dużej mierze wypadkową stosunków polsko – niemieckich. Krzyżowały się tu interesy Polski, Brandenburgii, Państwa Zakonnego, Meklemburgii, Szwecji, Danii i cesarstwa niemieckiego. Na przestrzeni wieków granice zewnętrzne Pomorza Zachodniego ulegały licznym przesunięciom. W okresie średniowiecznym samo księstwo zachodniopomorskie ulegało ciągłym podziałom dzielnicowym. Pomorze Zachodnie stanowiło pierwszą dzielnicę, która w latach 963 – 972 została przyłączona do państwa Mieszka I. O Przynależności Pomorza do Polski przesądziły dwie zwycięskie bitwy (967 i bitwa pod Cedynią w 972 roku), które Mieszko I stoczył z niemieckimi feudałami. W roku 1000, za panowania Bolesława Chrobrego, zostało założone biskupstwo pomorskie w Kołobrzegu. Po śmierci króla wpływy polskie na Pomorzu osłabły.

Żaden współczesny nie mógłby dzisiaj zając pięknych kwater, gdyby nie pierwszy historyczna władca tych ziem- Warcisław. Panował on na Pomorzu Zachodnim na początku XII wieku i przyczynił się w dużym stopniu do jego rozwoju. Niestety jego wysiłki spełzły na niczym i w 1121 roku Pomorze zostaje zajęte przez Bolesława Krzywoustego. Ustrój wewnętrzny ziem pomorskich szybko zaczyna się upodabniać do pozostałych dzielnic. Około 1250 roku Brandenburgia opanowała Ziemię Lubuską. W warunkach nieustannego nacisku politycznego ze strony feudałów niemieckich, Pomorze Zachodnie zaczęło tracić swoje terytoria na zachodzie i południu. W ciągu kilkudziesięciu lat głównym prawem stosowanym na tych ziemiach staje się prawo niemieckie. Mija zaledwie pół wieku i pojawia się nowe zagrożenie- Zakon Krzyżacki.

Krzyżacy opanowują Pomorze Gdańskie i na kilkanaście lat ziemię słupską. Zagrożeni ze wszystkich stron książęta pomorscy zaczynają szukać pomocy w jednoczącej się Polsce. W wyniku wielkiej wojny z zakonem( 1409- 1411), w której po stronie Polski stanęło Pomorze Zachodnie, ziemie te i ich władcy zyskują rozliczne przywileje. Niestety ich radość jest przedwczesna. Nie zdają sobie sprawy, że na miejscu pokonanego zakonu już niedługo pojawi się nowy, o wiele potężniejszy przeciwnik. Do roku 1418 rycerze pomorscy toczą zaciętą walkę z dynastią Hohenzollernów. Dzięki ich staraniom udaje się uniknąć marszu niemieckich żołnierzy w głąb kraju, a byt Pomorza Zachodniego jest niezagrożony. W późniejszych latach obywatele ziem pomorskich sławią się licznym męstwem i szlachetnymi czynami, których ukoronowaniem jest ostateczne pokonanie Zakonu Krzyżackiego…

Pokrótce przedstawiłem historię Pomorza Zachodniego, która oczywiście nie kończy się w tym momencie. Tak jak pisałem wcześniej, zachęcam zainteresowanych do zapoznania się z książkami o tych ziemiach, ponieważ ich losy przeszłe są niezmiernie ciekawe. To naprawdę intrygujące uczucie, kiedy czyta się o wydarzeniach, które rozgrywały się tam gdzie dzisiaj stoją apartamenty nadmorskie. Ten sposób możemy dowiedzieć się czegoś nowego o naszej historii i poznać lepiej Polskę.

Opublikowano pomorze, przyroda, turystyka | Skomentuj

Nadal aktualny temat

Od premiery filmu ” Zawód- dziennikarz” minęło już 16 lat. W erze, w której nowe technologie w ekspresowym tempie są wypierane przez jeszcze nowsze, mogłoby się wydawać, że to szmat czasu. Niemal epoka, ale nic z tego, to co widzimy na ekranie jest nadal aktualne. Mimo tego, że mamy nowe media, a cyfrowa rewolucja dotknęła już niemal każdego aspektu naszego życia to gazety są wydawane w taki sam sposób, a praca dziennikarza różni się tylko w drobnych aspektach.

Gdyby ten film kręcili Polacy to akcja zapewne działaby się w jednym z apartamentów nad morzem, zamiast tego rozgrywa się w Nowym Jorku. Śledzimy dzień z życia Henry’ego Hacketta, szefa gazety o charakterze tabloidu. Chociaż to zwyczajny dzień pracy to życie głównego bohatera nie będzie już po nim takie samo jak wcześniej, o nie. Zostanie zmuszony do podjęcia decyzji, do przypomnienia sobie jakie są jego ideały i priorytety. Będzie musiał także podjąć ryzyko i wybrać- życie prywatne, czy kariera zawodowa? Bardzo często dochodzi do takiej sytuacji w życiu każdego z nas.

Pytacie co jest osią intrygi? W zaparkowanym na uboczu samochodzie zostają znalezione ciała dwóch biznesmenów. Presja na policji jest duża, schwytanie zabójców staje się wymagane. Już po paru godzinach policja zatrzymuje dwóch czarnoskórych nastolatków podejrzanych o popełnienie zbrodni. We wszystkich dziennikach staje się to informacją numer jeden. Główny bohater również przygotowuje tekst dotyczący tego wydarzenia, jednak na krótko przed oddaniem numeru do druku, dostaje cynk, że policja nie wierzy w winę chłopców. Henry aby uniknąć kolejnej wpadki postanawia rozpocząć wyścig z czasem. Wyścig, który jest w filmie doskonale ukazany.

To właśnie tempo filmu jest jego największa zaletą. Jeżeli spodziewacie się spokojnego obrazu to od razu wyjedźcie do apartamentów z widokiem na morze, tutaj nie ma nawet chwili na zaczerpnięcie oddechu. Reżyser Ron Howard udanie ukazał klimat jaki panuje w redakcji gazety codziennej. Czas odgrywa tutaj główną rolę, a jest go ciągle za mało. W dodatku historie publikowane w gazecie muszą wywoływać emocje. Kiedy jeden z dziennikarzy zastanawia się czy jego tekst nie jest zbyt mocny, główny bohater odpowiada mu, że chyba nie nadaje się do tej pracy. Podaje się taką informację jaką ludzie chcą przeczytać, a nie to co jest prawdą. Niestety dziennikarze nie mają możliwości tego zmienić. Henry wacha się z wydrukowaniem tekstu, ponieważ zdaje sobie sprawę z konsekwencji. Jeżeli informacja okaże się niesprawdzona to chłopcy będą napiętnowani na całe życie, a jeżeli prawdziwa to gazeta może stracić czytelników.

Ten kolejny, bardzo interesujący wątek filmu, związany głównie z postacią redaktor prowadzącej odgrywanej przez Glen Close bardzo mi się spodobał. Pozostająca od wielu lat na stanowisku kobieta nie ma już w sobie za grosz ideałów, które towarzyszyły jej na początku kariery zawodowej. Jest zmęczona, nie lubi ludzi, z którymi przyszło jej pracować i zależy jej tylko na kolejnej podwyżce… To pomiędzy nią, a Henrym dojdzie do wielu spięć, które przedstawia ten film. Fabuła będzie trzymać widza w napięciu do samego końca.

Mam przeczucie, że ” Zawód- dziennikarz” to film niedoceniony. Mimo uznanego reżysera i gwiazd w obsadzie, dziś już mało kto go kojarzy. To smutne bo przez 16 lat prawie się nie zestarzał i nadal dotyka aktualnych i nurtujących ludzi problemów. Szkoda, że dziś już nie robie się takich filmów. Produkcje przestawiające 24 godziny z życia zwykłego faceta zdarzają się, ale towarzyszą im wybuchy, strzelaniny i pościgi. Gdzie zostało trochę miejsca na dialogi i przesłanie?

Opublikowano sława, turystyka | Skomentuj

Wypożyczanie, to najlepsze rozwiązanie

Kiedy planujemy organizację jakieś wystawnej uroczystości to od razu pojawiają się problemy. A to nie wystarczy nam zastawy, a to musimy wyczyścić sztućce itp. itd. Szybko znaleźli się ludzie, którzy z radzenia sobie z takimi problemami uczynili swój biznes. Tam gdzie jest zapotrzebowanie na jakieś usługi ułatwiające ludziom życie, szybko zjawia się ktoś, kto je wykorzystuje, a przy okazji zaczyna zarabiać na tym pieniądze. Nie inaczej było tym razem i apartamenty nad morzem zyskały wsparcie w ludziach zajmujących się wypożyczaniem zastawy na imprezy.

Chociaż sama idea wydaje się szalona to nie jest wcale taka niepoważna. Pomyślcie sami ile to razy mieliście jakieś nieprzewidziane problemy związane z organizacją domowej uroczystości. Nagle brakowało czegoś, lub okazywało się, że zapomnieliście o czymś istotnym. Właśnie do takich ludzi skierowania jest oferta wypożyczalni bankietów. Restauracje w różnych zakątkach kraju już nie raz z niej korzystały i były zadowolone. W praktyce wygląda to tak, że dzwonimy do firmy i mówimy, czego nam potrzeba. Pani, lub Pan po drugiej stronie, przyjmie zamówienie i już po jakimś czasie ekipa puka do naszych drzwi. Przywożą ze sobą wszystko, czego nam trzeba i pomagają w przygotowaniu sali. Po zakończonej imprezie wystarczy ponownie po nich zadzwonić, a przyjadą, żeby odebrać swoje rzeczy. Szybko, łatwo i przyjemnie, czego chcieć więcej po takiej usłudze? Oczywiście nie jest ona tania, ale za luksus trzeba płacić.

Obecnie takie formy nie miałyby możliwości samodzielnego przetrwania na rynku. Ich właściciele dodają usługi wypożyczania zastawy itp. do innych czynności świadczonych przez ich przedsiębiorstwa. Apartamenty Władysławowo, jako pierwsze poszły w tym kierunku i cieszą się aktualnie umiarkowanym zainteresowaniem. Najprawdopodobniej wynika to z szalejącego kryzysu gospodarczego i przeświadczenia ludzi, że przecież sami mogą przygotować imprezę, a nie płacić za to komuś innemu. Dlatego właśnie, tak jak już pisałem wcześniej, jedynie połączenie się innymi firmami może zapewnić branży rację bytu. Teraz najważniejsze jest to, aby przetrwać na rynku, zdobyć dobrą renomę i zachęcić do siebie klientów. Gross klientów stanowią aktualnie nowobogaccy i zamożni ludzie. Całkiem możliwe, że wraz ze zmianami na rynkach gospodarczych zakres chętnych do korzystania z firm trudniących się wypożyczaniem poszerzy się, lecz aktualnie nic na to nie wskazuje.

Organizując przyjęcie, ważne jest, aby skupić się na każdym szczególe. Dobra lokalizacja i ciekawe wnętrze to tylko połowa sukcesu. Równie istotne jest menu, powinno mieć ciekawą formę oraz wyjątkowy smak. Dbając o zadowolenie gości, nie można zapomnieć o innych elementach. Wszystko składa się na dobrą, lub nieudaną uroczystość. Firmy wypożyczające zastawę zdają sobie z tego sprawę i przykuwają uwagę na to, aby ich usługi stały na jak najlepszym poziomie. Co prawda tymczasowo są tylko kolejną nowinką na Polskim rynku, lecz już niedługo mogą stać się bardzo popularnym i co za tym idzie opłacalnym biznesem.

Polski rynek rozwija się i pojawiają się na nim, coraz ciekawsze inicjatywy. Jedną z nich są wypożyczalnie zastawy. Połączenie tego biznesu z cateringiem to krok w kierunku sukcesu. Nowe firmy pojawiają się jak grzyby po deszczu, ale tylko najlepsi pozostaną na rynku i w świadomości klientów. Tak to już jest z każdym pionierskim biznesem, że wymaga on od swoich założycieli gigantycznej uwagi i skupienia.

Opublikowano pomorze, przyroda | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj