Jak mówią legendy w XVII wieku o rozewski brzeg rozbił się żaglowiec. W katastrofie zginęła cała załoga, za wyjątkiem córki kapitana. Zrozpaczona dziewczyna postanowiła osiąść w tym miejscu i co wieczór rozpalała ogień na pobliskim wzgórzu, aby uchronić innych żeglarzy od losu jej ojca. Na klifie z, którego rozciąga się widok na morze stoi dzisiaj latarnia. Nikt nie może być pewny, czy przytoczona przeze mnie historia mówi prawdę, jednak jak każda legenda, w tym przypadku bardzo romantyczna, ma zapewne w sobie ziarnko prawdy.
Rozewie jest mała miejscowością wchodzącą w skład miasta Władysławowa i słynące z hoteli nad morzem. Kiedyś był to teren wojskowy, a co za tym idzie większość mieszkańców stanowili żołnierze. Do dzisiaj znajduje się tam jednostka wojskowa, w której stacjonują jednostki rakietowe. Nieopodal można zwiedzić pozostałości dział wycelowanych wprost w morze. Ich obecność nie dziwi, ponieważ jeszcze do niedawna miejscowość była strategicznym punktem polskiego wybrzeża, była najbardziej wysuniętym na północ punktem Polski. Dzisiaj uległo to zmianom, a swój udział miała w tym niepowstrzymana siła morza.
Przez wiele lat, dzień za dniem żywioł wyrywał fałdy ziemi z okolicznych klifów. Doprowadziło to do znacznego skrócenia się powierzchni brzegu i w konsekwencji prędzej, czy później zagrozi ludziom. Nie stanie się to z dnia na dzień, jednakże nie ma, co się oszukiwać: hotele blisko morza znajdujące się nieopodal, kiedyś staną w obliczu wielkiego zagrożenia. Co prawda jest to kwestia wielu lat, ale niebezpieczeństwo jest realne. Władze Władysławowa próbują podejmować walkę, wzmacniając kurczący się brzeg gabionami( specjalne druciane siatki wypełnione kamieniami), ale czy są one w stanie powstrzymać morze?
Nieopodal Rozewie, inną turystyczną miejscowość trapią te same problemy. Jastrzębia Góra, znany turystyczny kurort, również musi zmagać się z gniewem Neptuna. W ciągu kilku lat, brzeg miejscowości skrócił się znacznie, jednak nadal pozostaje on najbardziej wysuniętym na północ punktem Polski. Hotele mogą spać jeszcze spokojnie, ale podobnie jak w przypadku Rozewia zagrożenie jest realne. Kroki w celu wzmocnienia klifu zostały już podjęte, ale nikt nie może być pewny, czy spełnią one swoje zadanie.
Morze to potężny żywioł i człowiekowi nigdy nie udało się go do końca opanować. Spójrzmy na rozwinięte kraje np. Francja, Japonia. Pomimo ich zaawansowania technologicznego i gospodarczego, również borykają się z podobnymi problemami. Toczące się w kraju żabich udek, próby z wykorzystywaniem siły wody do produkcji energii jak na razie nie dają wymiernych skutków, a kraj wschodzącego słońca nie może podnieść się po niedawnym tsunami. Z całą pewnością Polski nie czekają podobne zagrożenia, jednak morze w ciągu kilkudziesięciu lat może stać się przyczyną wielu tragedii.
Rozewska latarnia dzielnie opiera się morzu i wskazuje żeglarzom drogę do domu. Według przytoczonej już przeze mnie legendy stoi ona w tym samym miejscu, gdzie jedyna ocalała z katastrofy żaglowca osoba, paliła stos ku przestrodze podróżnikom. Czy będzie tam jeszcze za 100 lat? Czy miejsca wczasów nad morzem również pozostaną na swoim miejscu, czy może przeniosą się w morskie tonie? Czas pokaże, ale jak na razie nie ma się czego bać.